Głośna, chaotyczna, z każdej strony manifestujące swoje skrajne poglądy. Pełna pozornie niepasujących do siebie elementów, które w tym całym wielobarwnym szaleństwie tworzą spójną całość- tak właśnie postrzegam niemiecką stolicę

W zasięgu stóp

W Berlinie byliśmy dotychczas dwa razy, za każdym razem zimą, za każdym razem na jarmarku, za każdym razem piliśmy wino i obracaliśmy się w obrębie tych samych miejsc. Tym razem chcieliśmy spróbować jak smakuje lato w niemieckiej stolicy. Pojechaliśmy po słońce, a dostaliśmy lipcową jesień w pełnej krasie, ale… daliśmy radę, mimo braku kaloszy:)
Zdecydowaliśmy się na nocleg w centrum, a konkretnie w dzielnicy Mitte, z której wszędzie, dosłownie wszędzie jest blisko. Mimo, że hotele w tej okolicy z reguły są dosyć drogie to przy odrobinie szczęścia i rezerwacji z większym wyprzedzeniem można upolować atrakcyjne oferty. Nam udało się załapać na Hamptona, 5 min spacerem od Alexanderpltaz, w całkiem przyzwoitej cenie.

Na zakupy, na imprezę i po sztukę

Po co tak naprawdę jechać do Berlina? Odpowiedź jest prosta: na zakupy, na imprezę i po sztukę, a ta czai się na każdym kroku.
Myślę, że nie będzie nadużyciem, jeśli stwierdzę, że miejscem, w którym występuje artystyczna kumulacja tego miasta jest Museumsinsel, czyli fragment lądu oblany wodami Szprewy, na którym znajdują się Altes Museum, Neues Museum, Alte Nationalgalerie, Pergamonmuseum oraz Bode Museum. Z przyjemnością odwiedziłabym je wszystkie, ale najchętniej przedostatnie z nich. Na Berlin mieliśmy jednak przeznaczone tylko 48 h, a jeszcze tyyyyle chcieliśmy zobaczyć. Pergamoński ołtarz musiał poczekać na naszą kolejną wizytę.

Tym, którzy mają więcej czasu, polecam spacer nad Szprewą, dla nas był to marszobieg. Taka forma „spaceru” nawet nie do końca uwarunkowana była pośpiechem, ale zbierającymi się nad naszymi głowami burzowymi chmurami i brakiem podstawowego zabezpieczenia w postaci parasola, który został doszczętnie zniszczony przez wiatr. Żywioł nie dał mu żadnych szans.
Jeśli chodzi o życie nocne Berlina to podobno jest niezwykle wciągające, niemniej nam nie dane było tym razem spróbować. Pogoda skutecznie zniechęciła nas do nocnych wojaży po berlińskich klubach. Skończyło się na wieczornym spacerze po Alexanderplatz i szybkim powrocie do miękkiego hotelowego łóżka.

Obowiązkowe punkty wycieczki

Jest kila miejsc, które będąc w Berlinie trzeba po prostu zobaczyć, zobaczyć i kropka. Zaliczyć do nich można m.in. Wieżę telewizyjną, która góruje nad Alexandepltaz, a nocą na zamglonym niebie do złudzenia przypomina niezidentyfikowany obiekt latający wyrwany wprost z serialu Z Archiwum X.

Kolejnym punktem jest Checkpoint Charlie łączący Berlin wschodni z zachodnim. Dziś w miejscu, w którym jeszcze niedawno przecinały się strefy okupacyjne, stoi posterunek, przy którym można wykonać sobie pamiątkowe zdjęcie z Panem w amerykańskim mundurze, a w tle… Złote łuki, symbol naszych czasów.


Brak selfie pod Bramą Brandenburską to wręcz grzech, my mamy takich nawet kilka (selfie, nie grzechów):). Wzniesiona na wzór ateńskich propylejów ogromna brama jest chyba najbardziej rozpoznawalnym zabytkiem Niemiec i bez względu na porę roku niezmiennie cieszy się wysoką frekwencją odwiedzających.

Spod Bramy warto wybrać się na spacer aleją Unter den Linden, wzdłuż której można podziwiać wiele odrestaurowanych budynków, a spragnionych i głodnych czeka tu szeroki wachlarz gastronomicznych pokus. Wystarczy jednak wejść w jedną z bocznych uliczek i nagle miasto zaczyna cichnąć, jakby z każdym krokiem wyludniało się coraz bardziej i bardziej…
Znajdujący się nieopodal Brandenburger Tor Pomnik Wymordowanych Żydów Europejskich to miejsce budzące wiele kontrowersji. Pobyt tutaj, nawet ten najkrótszy, wywołuje we mnie za każdym razem niezwykle mieszane uczucia. Część ludzi siedzi na szarych blokach i zajada drugie śniadanie, a część świadomie gubi się w betonowym labiryncie i tonie w refleksjach dotyczących wojennego terroru. To jakby połączenie ponurego cmentarzyska z parkiem, w którym codziennie odbywają się pikniki, gdzie dzieci bawią w chowanego, gdzie czas z jednej strony stoi w miejscu, a z drugiej gna do przodu bez sentymentów. Trudny temat…

Czas na kawę! Do kawiarni, którą przed wyjazdem polecił nam znajomy dotarliśmy kierując wskazówkami wujka Google. Picie kawy to chyba zaraz po robieniu zdjęć moje największe uzależnienie, na szczęście uzależnienie dzielone we dwoje, więc nigdy nie ma problemu z tym, aby zatrzymać się na małą czarną. Zbawienne działanie kofeiny dało nam kopa do dalszego zwiedzania.

Alternatywy berlińskie

Po przeciwnej stronie Alexanderpltaz znajduje się siedziba władz miejskich, a na skwerze przed ratuszem tryska fontanna Neptuna otoczonego wianuszkiem kobiet symbolizujących przepływające przez Berlin rzeki. Mimo siąpiącego deszczu na placu był sporo ludzi, myślę, że prawdziwe oblężenie przeżywa w gorące, letnie dni, kiedy staje się oazą dla zmęczonych miejskim upałem turystów i mieszkańców stolicy.
Nasza ciekawość zaprowadziła nas też do kompleksu pałacowego Schoss Charlottenburg, który mi osobiście, niezwykle przypominał warszawskie Łazienki. Otoczona ogrodami i romantycznymi alejami rezydencja wzniesiona nad Szprewą to idealne miejsce na ucieczkę dla zmęczonych tempem w jakim żyje miasto, mieszkańców. Cały park ma 55 hektarów, więc śmiało można spędzić tam leniwie cały dzień, nie martwiąc się o brak miejsca.

Jeśli ma się nieco więcej czasu i ochoty na bliższe poznanie miasta leżącego nad brzegiem Szprewy można wybrać się np. do dzielnicy Kreuzberg. Tam też znajduje się wspomniany wcześniej Checkpoint Charlie. Dla tych jednak, którzy stronią od straganów i błysków fleszu wyzwalanych przez aparaty, Kreuzberg ma do zaoferowania coś więcej niż jeden tylko, wiecznie oblegany przez turystów, punkt. W uliczkach tej dzielnicy co kilka metrów można natrafić na przytulną cukiernię, hipsterską kawiarnię, czy kameralny hotelik o oryginalnym wnętrzu. Niegdyś dzielnica ta słynęła z ubóstwa, osiedlali się w niej głównie imigranci, artyści i wszyscy ci, których nie było stać na mieszkanie w „lepszej” części miasta. Po zburzeniu muru berlińskiego miejsce to stała się szalenie popularna, a ceny gruntu poszybowały w górę.

Plac Poczdamski to skwer obok którego trudno przejść nie patrząc w górę. Rozpościera się nad nim plejada drapaczy chmur, jakby ścigały się, który będzie wyższy. Tutaj odnalazłam też to co lubię najbardziej, czyli taras widokowy na 24 piętrze. Dotarliśmy na niego najszybszą windą w Europie, bynajmniej tak podpowiadały plakaty zachęcające do przejażdżki:) Po 20 sekundach podziwialiśmy miasto z platformy widokowej.  Właśnie słońce zaczynało przebijać się przez chmury, a my musieliśmy wracać… Pogoda następnego dnia była piękna, ale nas już nie było. Berlin to miejsce, które chyba nigdy nie przestanie kojarzyć mi się ze stalowym niebem, chłodem i deszczem, ale również z szerokim zapleczem imprezowo- kulturalnym, w końcu to stolica Love Parade i miejsce urodzenia Braci Grimm:)