W dzieciństwie byłam zagorzałą fanką morskich kąpieli i każda próba namówienia mnie na jakąkolwiek inną formę spędzenia wakacji spełzała na niczym.
Przez swoją upartość góry odkryłam dopiero pod koniec szkoły podstawowej i to całkiem przypadkowo, całkiem niskie góry, w sumie to… Wyżyny, ale dla mnie jak Mount Everest! Pierwsza wyprawa do Jury Krakowsko- Częstochowskiej skończyła się podjęciem decyzji o tym, że kolejnych wakacji nie spędzę już nad morzem.
Pierwsze były Góry Stołowe, później Karkonosze– polska i czeska strona, w końcu Tatry, chociaż na chwilę, na  kilka dni:)
Góry to coś niesamowitego, coś co trudno opisać słowami, więc pozwólcie, że tym razem już zamilknę, niech obraz przemówi.