…a gdyby tak rzucić wszystko i zamiast w Bieszczady wyruszyć na podbój Kaszub

Decyzja o spędzeniu długiego weekendu na Kaszubach zapadła dość spontanicznie. Spakowaliśmy najpotrzebniejsze rzeczy i ruszyliśmy spróbować prawdziwego śledzia z Kaszub!
Zatrzymaliśmy się w Lobeliowym Porcie, cichym, spokojnym i kameralnym miejscu, pośrodku pól, z dala od wszelkich hałaśliwych „dobrodziejstw” cywilizacji. Apartament był bardzo czysty i przestronny, na miejscu można było wypożyczyć kajak lub rowerek, ale najlepszy był zdecydowanie widok z balkonu! Uwielbiam te chwile, kiedy zaraz po przebudzeniu mogę odsłonić zasłony, za którymi rozpościera się tafla spokojnej wody, a w tle już mniej spokojnie młody człowiek domaga się kabanosa i świnki Pepki. Achhhh…Tak niewiele trzeba, żeby dzień zaczął się idealnie:)
Głównym założeniem tego wyjazdu był reset. Włączyliśmy w telefonach tryb samolotowy i przez 3 dni byliśmy wyłącznie dla siebie!
Były spacery po lesie i walki na szyszki, były różowe zachody słońca, były też czarne chmury i… ognisko w deszczu! Tak, tak, Tato obiecał synowi ognisko, a że słowa trzeba dotrzymywać to rozpalił je mimo niesprzyjających warunków atmosferycznych, a Jasiu… A Jasiu wolał iść na plac zabaw! I tak na prawdę tutaj mogłabym postawić kropkę. Nie napiszę o okolicznych atrakcjach, ale nie dlatego, że ich tam nie ma, a dlatego, że był to zupełnie inny rodzaj wyjazdu. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym przed podróżą nie sprawdziła co oferuje okolica, a oferuje wiele, ale założyłam sobie przysłowiową smycz i powstrzymałam się przed: „a jedźmy tam…”, „a zobaczmy to…”. Głód odkrywania jest we mnie tak silny, że niezwykle trudno mi usiąść w miejscu i po prostu cieszyć się chwilą, ale uczę się… Cały czas się uczę się tego, że można pozwolić sobie przez moment nie robić nic, nie wybiegać myślami w przód, nie planować, cieszyć się wolnością i wzajemną bliskością. Myślę, że to cenna umiejętność, ale żeby opanować tę sztukę potrzebuje jeszcze trochę czasu. Trzymajcie kciuki:)